Opowiadanie nr 1

o silnym zabarwieniu erotycznym

Kiedy wychodziła z mieszkania, była bardzo podniecona. Ekscytacja wyparła jakiekolwiek negatywne myśli, które w ostatnim czasie się pojawiały. Gdy myślała o tym, że to ma się wydarzyć naprawdę – czasem odczuwała strach. Martwiła się, czy to coś zmieni, czy jej związek przez to nie ucierpi, czy to jest droga do rozstania. A bardzo go kochała i bez niego nie wyobrażała sobie życia. “No dobra, bez matki też miałam nie umieć żyć, a żyję. Bez niego też bym dała radę”. “Ale przecież kurwa nie chcę żyć bez niego, ja pierdolę”.

Jednak pomimo obaw, które czasami drapały ją w kark – dziś czuła wyłącznie pozytywne emocje. Nie wiedziała za bardzo co zrobi, jak wyjdzie z klatki, ale była pewna, że nie uda jej się ukryć lekkiego uśmiechu, chociaż bardziej bała się, że ludzie zauważą jej naelektryzowane ciało. A może faceci poczują jej podniecenie. Nie, nie bała się. Chciała by to wszyscy widzieli. Czuła się naga.

Szła miękkim krokiem w nieznane miejsce, znanymi do bólu chodnikami. Czuła się jak spadająca kula śnieżna, która stale rośnie. Tak rosło w niej podniecenie. “Kurwa, ale jestem mokra”. Chciałaby się zatrzymać, żeby włożyć sobie palec. Wiedziała, że tego nie zrobi, bo przecież jest jasny dzień, ktoś mógłby to zobaczyć. Ale kilka chwil i spokój na pustej, małej uliczce sprawiły, że poczuła się usprawiedliwiona tym, co dziś się miało wydarzyć, co właśnie się dzieje. “O kurwa, przecież może to już się zaczęło? Co oni tam robią?”. Przystanęła udając, że szuka czegoś w torebce, kucnęła. Miała na sobie tylko jasno-niebieską sukienkę, żadnej bielizny. Jeszcze szybki ruch głowy w lewo i prawo – nie ma nikogo. Lewa ręka w torebce miała zmylić ewentualnych świadków, szukała niczego. Prawa bez żadnej dalszej analizy trafiła pod sukienkę, palec wsunął się do cipki, jakby tylko na to czekała. To, co poczuła i to, o czym myślała, zlało się w jasną plamę, ostrą, gorącą, elektryczną magmę, która przelewała się po jej ciele. Lewa ręka szybko zdała sobie sprawę, że nie znajdzie w torebce tego, czego potrzebowała – czyli ogrodzenia, żeby chwycić się i nie upaść. Palec wskazujący gładko badał obfitość soków w cipce, co jakiś czas wędrując na nabrzmiałą łechtaczkę, która dawno nie była tak wyczuwalnie wielka i ciepła. Gorąca, pulsująca. Kompletnie się w tym zapomniała, o jakie to było świeże. Tak bardzo pragnęła tego uczucia, że nie chciała przerywać. Klęczała na chodniku, oparta o ogrodzenie. Masturbowała się na ulicy. Pustej, cichej, zasłonięta z jednej strony lekko krzakiem wystającym spomiędzy ogrodzenia. Jak bardzo odpłynęła uświadomiła sobie, gdy usłyszała klakson przejeżdżającego nieopodal pociągu. Wstała gwałtownie, zawstydzona, przyłapana przez samą siebie. “Co się ze mną stało? Też jestem zboczeńcem”. Uśmiechnęła się.

Lekko speszona, ale i lekko zaspokojona poprawiła sukienkę, zamknęła torebkę i ruszyła odruchowo w przeciwnym kierunku niż pociąg. Rozejrzała się za siebie – ulica stała dalej, tak samo cicha i spokojna. “Mam nadzieję, że nikt mnie nie widział”. “Nie, jednak mam nadzieję, że mnie obserwowali wszyscy faceci mieszkający w tych domach.” Oblizała palec, smak soków jej cipki ostatecznie zdjął z niej poczucie winy za tę chwilę słabości. Kula podniecenia zaczęła lecieć dalej. Ale wcale nie mniejsza – większa, cięższa i silniejsza.

Zerknęła na telefon i poczuła uderzenie stresu. Zrozumiała, że tamci są już prawie piętnaście minut razem w mieszkaniu. Sami, we dwóch. Patrzyła w telefon, zdenerwowana, że nie ma żadnych wiadomości. Gdy zdążyła wcisnąć guzik blokujący ekran – telefon zawibrował. “Chciałabym poczuć te wibracje mocniej i gdzie indziej”. Wiadomość była zdawkowa: “jest juz nic sie nie dzieje czekaj na info nie jest zly ze wyszlas”.

Ona nigdy nie zastanawiała się nad tym, czy to jest dziwne, normalne, pojebane. Podnieciło ją to, gdy tylko o treści takiej fantazji usłyszała. Dwóch facetów i ona, ale w takiej konfiguracji, aby czuć było pewne napięcie pomiędzy facetami. Dlatego rozmawiając z kandydatami zawsze pytała o niuanse ich zainteresowań seksualnych, o ich granice. Nie, żeby je szanować – ale żeby je przekraczać.